home

Na Baia das Gatas  
 

Wdrapuję się na metalowe rusztowanie. Zardzewiałe złączenia brudzą mi spodnie i bluzkę. Nie chciało mi się szukać wejścia od tyłu, to mam za swoje. Ale jeszcze tylko jedna kratka i wreszcie jestem na scenie. Pasqua, oparty o maskę Toyoty, patrzy na mnie pobłażliwie. A co mi tam! Pasqua to szofer Evory. Cesarii Evory. Bez specjalnego entuzjazmu obwozi mnie po różnych miejscach S?o Vicente, do których dotrzeć można głównie na dwóch lub czterech kółkach, ale na piechotę - mój ulubiony sposób odkrywania wyspy - niespecjalnie. Rozglądam się dokoła.

Scena jest duża, a nagi szkielet ścian bocznych i sufitu jedynie powiększa wrażenie nierealności sytuacji. Jak okiem sięgnąć jest pusto. Scena stoi na plaży. Bezkresnej plaży. Na wprost spienione fale oceanu obmywają brzeg zasłany czarnymi kamieniami. Piasku tu niewiele. To zasługa wulkanicznego pochodzenia wyspy. Jeśli ktoś chce znaleźć tu plaże z katalogów biur podróży, to trzeba wrócić do Mindelo, pojechać do Calhau, São Pedro czy Salamansy ( fot. Mic Dax, Mindelo, za uprzejmą zgoda autora)

To São Vicente, jedna z czternastBaia das Gatasu w ogóle, a dziesięciu zamieszkałych wysp Cabo Verde czyli Wysp Zielonego Przylądka. Kilkanaście koralików rozsypanych na Atlantyku 600 km na zachód od Dakaru. Każda jest inna, ale S?o Vicente jest szczególna. Mindelo, jedyne miasto na wyspie, to od zawsze stolica kulturalna archipelagu. A głównym zrębem tej kultury jest muzyka, która jest tak naprawdę sposobem, stylem życia i jego nieodłącznym elementem. Od wieków. Sposobem na ukształtowanie narodowej osobowości, zachowania tradycji, języka, który jest zbitką afrykańskich narzeczy i portugalskiego. 

Pasqua jest znudzony. Z pewnością zastanawia się, ile i po co można tak siedzieć na pustej scenie, która stoi na pustej plaży. A można. Wystarczy wyobrazić sobie, że za tydzień to miejsce ożyje i to jak! Wokół tej pustej teraz sceny wyrosną inne, mniejsze; plaża zapełni się setkami namiotów i najróżniejszych tymczasowych schronień, dziesiątkami minibarów, ognisk, prowizorycznych garkuchni, kabowerdyjskich fastfoodów. O kilometr czy dwa od głównej sceny organizatorzy urządzą prowizoryczny parking, do którego od rana do późnej nocy będą dojeżdżać specjalne autobusy komunikacji miejskiej, wynajmowani przewodnicy - "alugueres" i taksówki z wykupioną na czas festiwalu przepustką.

Tysiące ludzi od tygodni czeka niecierpliwie na te kilka wyjątkowych, sierpniowych dni, kiedy na Baia das Gatas, w Zatoce Kotów, odbywa się muzyczny festiwal. Prawdziwy tropikalny Woodstock. Zjeżdżają się tu nie tylko ze wszystkich wysp archipelagu, ale i z najróżniejszych zakątków świata. Kabowerdyjczycy-emigranci, których stać na letni pobyt w kraju, turyści, dla których festiwal jest drugą, po lutowym karnawale, atrakcją kulturalną Cabo Verde i wreszcie fanatycy lusofońskiej muzyki1, którym nie trzeba nic więcej: tylko te trzy dni muzyki, zabawy, tańca i przelotnych znajomości. Z konsekwencjami lub bez.

Mówi się, że zarówno po karnawale, jak i po festiwalu na Baia das Gatas na Cabo Verde rośnie przyrost naturalny. Zatoka das Gatas leży dobrych parę kilometrów za Mindelo. Najpierw trzeba jechać drogą w górę na Monte Verde, górujący nad wyspą szczyt, a potem odbić w prawo. Ale dojazd nad Zatokę Kotów trochę kosztuje, jedzenie, piwo i rum również. W tym okresie niektórzy zaniedbują knajpki i bary w Mindelo, żeby później starczyło na festiwalowe szaleństw.

powrót  2 3