home

Anne Sauvy

Od czego powinien zacząć ktoś, kto chciałby tłumaczyć? Pytanie kogoś, kto chciałby tłumaczyć książki.

Padło kiedyś na czacie z Carlosem Marrodanem Casasem, tłumaczem genialnym, któremu polski czytelnik zawdzięcza przekłady Marqueza, Llosy, a ostatnio tak poczytnego „Cienia wiatru” .

Casas odpowiedział: „Od znalezienia "swojej" książki do przekładu. Tłumacz musi być przede wszystkim zakochany w tym, co chce przetłumaczyć.”

Niestety nie padło następne pytanie, czyli co dalej, gdy już kandydat na tłumacza znajdzie „swoją” książkę. Naturalnie nie było też odpowiedzi, ale na to pytanie mogę odpowiedzieć ja.

Gdy już tłumacz znajdzie „swoją” książkę i się w niej zakocha ma dwie możliwości: pierwszą, przetłumaczyć książkę i sam ją sobie wydać ; i druga możliwość – zaproponować jej przekład jakiemuś wydawnictwu. W obu przypadkach rezultat jest w zasadzie taki sam: przekład znajdzie zaszczytne miejsce w szufladzie. Bez ujrzenia światła dziennego.  Oczywiście są chlubne wyjątki, ale jak każdy wie, wyjątek tylko potwierdza regułę. No, chyba, że się ma tzw. układy. Podejrzewam, że to samo dotyczy potencjalnych autorów książek. Co, nieprawda? To proszę mnie przekonać!

A wyżej i niżej efekt moich wieletnich bojów o to, by ślęczeć nocami nad tym, co  ten czy ów autor chciał powiedzieć ( wszak tłumaczenie to pisanie czegoś na nowo). Niewiele, tego ale jeszcze mam (niestety) nadzieję, że to nie koniec.

Prtzekłady